Chcąc się precyzyjnie wyrażać, musimy na początek ustalić znaczenie używanych terminów. Gdy używam terminów „człowiek racjonalny”, „racjonalizm” lub „racjonalność”, takie doprecyzowanie definicji staje się koniczne, by uniknąć historycznych obciążeń. Kierujący się rozumem (racjonalny) człowiek powinien zaakceptować to, że:
1) Logika jest uniwersalnym i niezawodnym sposobem rozumowania.
2) Racjonalne (logiczne) postępowanie wiąże się z unikaniem sprzeczności.
3) Nauka jest najlepszym sposobem zdobywania wiedzy o świecie.
4) Nasza wiedza jest ograniczona.
Choć taka postawa wydaje się rozsądna, filozoficzny termin „racjonalizm” oznacza coś zupełnie innego. Dlatego będę się posługiwał terminem „racjonalność”, pisał o „racjonalnym” postępowaniu lub „człeku racjonalnym”.
Podstawą światopoglądu człowieka racjonalnego jest logika. To ona chroni nas przed popadaniem w sprzeczność.
Racjonalne postępowanie to nie tylko unikanie sprzeczności, ale też „potrzeba posiadania jednolitej struktury poznawczej”1. Na przykład można spotkać polityków głoszących poglądy konserwatywno-liberalne. Polega to na tym, że w kwestiach społecznych odwołują się do chrześcijaństwa, a w kwestiach gospodarczych nie widzą zastosowania przykazania miłości. Innym przykładem są religijni naukowcy, przekonani, że przedmiotem ich badań jest całkowicie materialny świat, w którym nie ma miejsca na Boga. W pierwszym przypadku mamy przekonanie, że istnieją sfery życia, między którymi zachodzi sprzeczność, ale potrafimy gładko przechodzić między nimi. W drugim przypadku zakres stosowalności opartej na logice racjonalności zostaje ograniczony. Obydwie postawy wydają mi się w gruncie rzeczy irracjonalne.
Logika nie tylko ułatwia komunikację oraz umożliwia dotarcie do prawdy. To także fundament naszej wolności. Jeśli władza ignoruje zasady logiki – może przerodzić się w tyranię (co pozostaje obywatelowi, któremu odebrano możliwość logicznej argumentacji w obronie swoich praw?). Jednak bez zaakceptowania ograniczoności naszej wiedzy logika może stać się narzędziem przymusu a nawet tyranii (tyrania racjonalności)! Mamy wiele przykładów stosowania logiki jako oręża przeciw osobom mającym odwagę powiedzieć „nie wiem”. Na przykład domaganie się przedstawienia definicji Boga jest podstawą logicznych argumentów przeczących jego istnieniu.
To jednak nie jest tematem niniejszego tekstu.
MOTYWACJA
Filozoficzne i teologiczne rozważania wydają się bez znaczenia z w zderzeniu z pragmatyzmem XXI wieku. Jednak brak wysiłku zrozumienia (ludzi, kultury, natury świata, objawienia) jest destrukcyjny:
1. Prowadzi do budowy systemów pozbawionych fundamentu prawdy (a więc w gruncie rzeczy tyranii).
2. Kształtuje postawy (społeczeństwo) w pewnym sensie dysfunkcyjne: zbiór indywidualności w miejsce wspólnoty.
3. Rodzi irracjonalne konflikty bez możliwości rozwiązania na wspólnej drodze ku prawdzie.
Pragnienie przeciwstawienia się tym tendencjom nie jest wynikiem refleksji nad problemami współczesnego świata, ale wynika z bardziej osobistych motywów. Wchodziłem w dorosłe życie wraz z narodzinami III Rzeczpospolitej. Jako inżynier zająłem się pracą zawodową z głębokim przekonaniem, że taka jest moja społeczna rola. O rozwój społeczno-gospodarczy zadbają politycy, a rozwój duchowy to domena ludzi kultury i religijnych przywódców. To założenie okazało się skrajną naiwnością. Zapracowany naród jest prowadzony ku strukturom zniewolenia – prawdopodobnie wskutek głupoty dominującej wśród przywódców i „pasterzy”. W pojawiających się ogniskach buntu brak wspomnianego wysiłku rodzi irracjonalne konflikty i zacietrzewienie, niwecząc efekty szlachetnego zaangażowania.
W obszarze religii (będącej tematem niniejszych rozważań) takim narastającym konfliktem jest spór „tradycjonalistów” z „kościołem otwartym”. Analiza tego sporu prowadzi do wniosku2, że konflikt ten nie dotyczy aksjomatów konstytutywnych wiary, lecz ich usztywnionych, historycznych pochodnych. Dlatego obie postawy są przykładami niedojrzałej racjonalności.
Dojrzałość pozwala na odróżnienie sytuacji, w której bronimy dogmatów wiary od sytuacji, w której możliwy jest kompromis w imię bardziej fundamentalnych zasad (np. fundamentalnej dla chrześcijaństwa wiary w osobową naturę Boga i godność człowieka jako dziecka bożego).
Jak daleko możemy dojść, warunkując przyjmowanie przez nas dogmatów (aksjomatów)? Jestem przekonany, że aż do fundamentów ludzkiej cywilizacji. Nawiązując do tradycji myśli chrześcijańskiej mogę powiedzieć, że możemy dotrzeć do Prawdy. Znając Prawdę – można zaakceptować tradycję, z pełną świadomością zakresu i wagi przyjmowanych poglądów i założeń.
Dla przykładu określenie Polak-katolik staje się bardzo istotnym elementem tożsamości, ale z pełną świadomością, że – parafrazując -„jeśli Ojczyzna jest dla ciebie przeszkodą do zbawienia - odrzuć ją”.
Rola autorytetów
Poprawne logicznie rozumowanie jest wartościowe samo w sobie. Na tą poprawność nie mają wpływu opinie autorytetów. Każdy może je powtórzyć samodzielnie, dochodząc do identycznych wniosków – o ile naturalnie przyjmie identyczne założenia. Nawet w takich wypadkach przywoływanie autorytetów ma sens:
1. Marketing. Jeśli mało znany autor powoła się na opinie jakiegoś specjalisty – może to zachęcić czytelników do zapoznania się z tekstem. Nie ma w tym nic złego – gdyż takie postępowanie ułatwia także percepcję tekstu. Na przykład fragmenty, które są dla czytelnika niezrozumiałe, może on tolerować zastępując własny wysiłek zaufaniu do przywołanego autorytetu.
2. Weryfikacja poprawności. Autor tekstu może korzystać na konfrontacji uzyskiwanych wyników z wcześniej przeprowadzonym rozumowaniem.
3. Przesuwanie horyzontów myślenia. Do jakich zagadnień możemy zastosować wybraną metodologię i jakie powinniśmy przy tym przyjąć założenia? To są trudne pytania i warto wiedzieć jak odpowiadają na nie ludzie, którzy poświęcili więcej czasu tego typu rozważaniom.
Z powyższych względów w tym tekście zostały wykorzystane refleksje wielkiego polskiego logika i filozofa Andrzeja Grzegorczyka. Racjonalna analiza religii została przez niego przedstawiona między innymi w artykule „Wiara dzisiejszych oświeconych” oraz książce „W poszukiwaniu ukrytego sensu. Myśli i szkice filozoficzne” (przede wszystkim rozdział „Świadectwo prawdzie”).
Historia religii
Punktem wyjścia jest dla Andrzeja Grzegorczyka pojęcie Boga, którego zrozumienie przez ludzi wydaje się powszechne i naturalne. Należy jednak zaznaczyć, że uświadomienie sobie możliwości istnienia Boga nie oznacza zrozumienia w sensie odpowiedzi na pytanie: czym lub kim jest Bóg. Dopiero pojawienie się pojęcia doskonałości oraz ludzka zdolność i skłonność do oceniania, prowadzą do szukania sensu wszechobejmującego i doskonałego. Powiązanie tego sensu z Bogiem prowadzi do wniosku, że Bóg musi być doskonalszym od nas – a wręcz czymś najdoskonalszym. Nawiasem mówiąc przyjęcie założenia o możliwości istnienia takiego Boga pociąga za sobą wniosek, że taki Bóg musi istnieć (zob. argument ontologiczny https://logic.edu.pl/filozofia/10-arg-ont). Jednak Andrzej Grzegorczyk kieruje swe myśli w zupełnie innym kierunku. Dla niego istotnym wnioskiem z tezy o doskonałości Boga jest konieczność jego antropomorfizacji. Czyż bowiem człowiek nie jest najdoskonalszym z obserwowanych bytów? Bóg musi więc mieć fundamentalne cechy człowieka, ale w najdoskonalszej formie. Cytuję: „Antropomorfizacja perfekcjonizująca, czyli przypisująca Bogu wszystkie doskonałości ludzkie w sposób maksymalnie spotęgowany, jest jedyną filozoficznie konsekwentną metodą teologicznego myślenia”.
Potęgę niezależnego myślenia widać po tym, jakie były konsekwencje akceptacji powyższego stwierdzenia przez Andrzeja Grzegorczyka. Można było się obawiać, że takie fundamentalne twierdzenie zakończy się kropką, albo rozwinie w jałowe dywagacje (jak na przykład słynne „myślę więc jestem” Kartezjusza). Andrzej Grzegorczyk zrobił jednak coś, co wydaje się oczywiste, ale chyba niewielu badaczy by się na to zdobyło (na przeszkodzie leży fałszywie rozumiana troska o obiektywizm). Skoro Bóg jest osobą, to należy na dzieje religii popatrzeć przez pryzmat tego, co nam ta osoba przekazuje. A przekazuje to, co ludzie są w stanie przyjąć.
Oto wybrane fragmenty tekstów Andrzeja Grzegorczyka, pokazujące rozwój ludzkości i związane z tym przyjmowanie bożego objawienia:
-
Koncepcje religijne powstały w epoce, gdy we wszystkich kulturach przeważało myślenie obrazowe. Pojawienie się dyskursywnego myślenia, opartego na dosłownym traktowaniu sensu słów, powoduje kryzys religijnego mitu.
-
Wiara religijna wydaje się dyspozycją, której pojawienie się, [...] jest niezdeterminowane i nie zależy też w pełni od woli jednostki. Można przeto uważać, że wszelka wiara religijna (powiedzmy węziej: skierowana ku dobru - żeby wykluczyć kulty prowadzące do destrukcji sensu życia, na przykład do zbiorowych samobójstw) jest darem Boga dla jednostki. Stąd w prymitywnych tzw. pogańskich religiach można się też dopatrywać boskiej ingerencji dostosowanej do mentalności ludzi dawnych epok.
-
człowiek stawiający sobie pytanie o sens już w samej formule pytania przekracza granicę bezpośrednich danych. Ekstrapolujący charakter pytania sam przez się suponuje ekstrapolującą odpowiedź i do niej nakłania. (Psychiatra Victor E. Franki twierdzi, że pytanie o sens jest już pytaniem religijnym.) To wychodzenie poza codzienność charakteryzuje ludzkość co najmniej od kilku tysiącleci.
-
Spośród bardziej rozwiniętych systemów religijnych systemy monoteistyczne są najkonsekwentniejszymi logicznie przedstawieniami religijnych intuicji. Filozofowie greccy doszli racjonalnie do monoteizmu, ale ich przekonania nie wpłynęły na zmianę politeistycznego kultu starożytnej Grecji. Z religijnego punktu widzenia można by powiedzieć, że Bóg nie czekał na pełną filozoficzną dojrzałość ludzi lub pojawienie się zawodowych filozofów i zaszczepił w plemieniu Abrahama monoteistyczny kult i ściśle monoteistyczną wiarę, gdy tylko wytworzyło się, jak można przypuszczać, po raz pierwszy w dziejach ludzkości, w kulturze staro-chaldejskiej (z której wywodził się Abraham) pojęcie Boga najwyższego. […] Dziś jednak trudno patrzeć na początki religii Abrahama inaczej niż jako na pierwszy etap obustronnie świadomego dialogu Boga z całą ludzkością. Etap, na którym Bóg daje wszystko, co może, bez ograniczania wolności człowieka, oraz pokazuje człowiekowi wszystko, co człowiek w owym czasie był zdolny pojąć.
-
Jezus z Nazaretu obok zdecydowanego rozszerzenia misji religii abrahamicznej na całą ludzkość inicjuje jeszcze rzecz drugą: przywrócenie idei religijno-moralnej jej czystości i wzniosłości proponowanej przez Boga w Dekalogu pod górą Synaj.
-
Żyjąc człowiek ciągle zauważa, jak wiele mu nie dostaje do tego, do czego jest wezwany. Chrześcijanin ciągle więc balansuje na granicy hipokryzji. […] Ta luka między wezwaniem ewangelicznym a naszym brakiem wcielenia go w życie tworzy przestrzeń intelektualną dla następnej religii abrahamicznej. Doświadczenie nienadążania za Jezusem przez realne chrześcijaństwo jest dziś dla nas ważnym doświadczeniem historycznym. Splata się ono z doświadczeniem islamu. Islam jest jakby świadomą rezygnacją z ewangelicznej doskonałości, powrotem do akceptacji życia „normalnego”, bez wyzwań grożących popadnięciem w hipokryzję. […] Chrześcijanin niedoskonały może mieć nadzieję na zbawienie, ufając w Boskie Miłosierdzie. Islam rozwijając cywilizację życia realnego, rozwija też znacznie wiarę w Boskie Miłosierdzie. […] Mahomet zamiast do ideału moralnego wrócił do koncepcji prawa, od której chrześcijaństwo odeszło. Islam (może podobnie jak judaizm) wiąże moralność z prawem, podczas gdy chrześcijaństwo wyraźnie odróżnia moralność - jako coś, co w istocie swej zależy od dobrej intencji - i prawo stanowione będące narzędziem społecznego życia, ułomnym jak każde ludzkie narzędzie.
-
Wszyscy wyznawcy trzech religii abrahamicznych liczą na boską Litość i Miłosierdzie. Chrześcijanie może najbardziej, bo czują, że do nich jest skierowane najwięcej wyzwań, których nie podejmują. Mając świadomość większej ilości cennych rodzajów życia, tworzą więcej pozornych sposobów ich osiągania. Żyją bardziej w samooszukiwaniu się i hipokryzji. Z drugiej strony wśród tych, którzy widzą więcej wyzwań, więcej trafia się takich, którzy ostatecznie je podejmują i stają się świadectwem realizacji wartości. Wszystkie trzy religie mają swoje wersje „realne”, polityczne, w których dążenie do zbiorowego dobrobytu i narodowej ekspansji podporządkowują sobie religijne przeżycia. Obrzędy i wierzenia religijne zaczynają wówczas pełnić bardziej funkcję czynnika grupowej identyfikacji niż inspiracji do dobrego życia i ofiarnego działania.
Prawda i dobro
Historyczna analiza wykonana przez Andrzeja Grzegorczyka nie tylko pozwala uporządkować naszą wiedzę o religii, ale prowadzi do odpowiedzi na pytanie – co Bóg nam przekazuje. Czyli do Prawdy o której wspominałem na wstępie. To co w tym przekazie jest najistotniejsze możemy określić słowem „dobro”.
Oto co na ten temat pisze Andrzej Grzegorczyk3:
„Sama idea dobra łatwo ulega zwichnięciu. Pragnienia ludzkie zwykle są dobre. Mało kto pragnie wyraźnie rzeczy złych. (Scholastycy twierdzą, że jest to nawet ontologicznie niemożliwe). Pragniemy dobra, ale nie staramy się widzieć innych aspektów sprawy: sytuacji uwikłania innych ludzi, naszych własnych błędów i naszej odpowiedzialności, możliwości tkwiących w każdym człowieku. Stawiamy sobie cel: doprowadzenie rzeczywistości do pewnego stanu, po czym wymuszamy stan ten na rzeczywistości, nie zauważając, że zniewalamy innych, że krzywdzimy, że rzeczywistość się zmienia i pewne rzeczy dojrzewają same. W ten sposób możemy w końcu
zacząć dążyć do rzeczy niepotrzebnych lub szkodliwych, mając niby ciągle na oku dobry cel. Uszczęśliwiamy ludzi w sposób, którego sobie nikt nie życzy. Ambicja własnej roli łatwo przy
tym zaślepia. Każde zaślepienie, które jest odbiegnięciem od prawdy, ułatwia utrwalenie się zła i jego rozwój. Prawda natomiast otwiera możliwości dobru.”
To jest wyzwanie do stałego wysiłku odkrywania prawdy, przy zachowaniu szacunku do innych. Bez tego w imię dobra możemy zacząć czynić zło4. Na zakończenie ponownie oddajmy głos Andrzejowi Grzegorczykowi, który opisuje doskonały przykład działania w imię dobra we współczesnym świecie:
Oto na przykład instrumenty demokracji nie zawsze są najkorzystniejsze dla przedłużenia życia narodu i rozszerzenia jego bogactwa. Natomiast są wyrazem szacunku dla wszystkich obywateli. Realizują więc pewną jakość życia, która daje moralne zadowolenie, ale specjalnie dla życiowej ekspansji lub przedłużania istnienia narodu nie musi być przydatna.
Przypisy:
1Określenie Andrzeja Grzegorczyka z tekstu „Wiara dzisiejszych oświeconych”
3Świadectwo prawdzie [w:] W poszukiwaniu ukrytego sensu. Myśli i szkice filozoficzne. (2018)
4Odsyłam do cytowanej powyżej analizy wykonanej przy użyciu CahtGPT